Dla Ducha: WIARA

Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych

Bóg jest naszą wewnętrzną siłą. W każdej chwili możemy zaprosić Go do swojego życia, by korzystać z tej siły. Jeśli zawierzymy swoje życie Panu Bogu, możemy oprzeć się na Jego obietnicy: „Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według [Jego] zamiaru” (Rz 8, 28).

Najpiękniejsze w zaufaniu Bogu jest to, że przemienia On to, co niemożliwe, takie sytuacje, które nam wydają się „bez wyjścia”. Sama przekonałam się o tym wielokrotnie. Dziś wiem, że moja choroba, chemioterapia i całe cierpienie, przez które przeszliśmy dwa lata temu, przemieniło – wręcz naprawiło – życie i tok myślenia całej mojej rodziny. Te wydarzenia, które dzięki całkowitemu zawierzeniu Panu Bogu, skończyły się moim uzdrowieniem, naprawę scaliły nas jako rodzinę i każdego z osobna nawróciły na tą właściwą, Bożą drogę. Dziś wiem, że to wszystko nie działo się bez powodu, że z każdego zła czy cierpienia, Bóg może wyciągnąć dobro, ale trzeba Mu bezwzględnie ufać.

 

 

Szczególnie wtedy, gdy dotyka nas ból i cierpienie, zarówno to fizyczne jak i psychiczne, oddajmy się Jemu i powiedzmy, jak Ojciec Dolindo: „Jezu, Ty się tym zajmij”. Przestańmy obrażać się na Boga, kiedy coś dzieje się nie po naszej myśli. Nawet jeśli prosimy Boga o coś bardzo długo i tego nie dostajemy, czujemy, że nasze modlitwy nie przynoszą efektów, musi być w tym jakiś sens. Może taka czy inna sytuacja ma nas czegoś nauczyć, przygotować na inne dobro. Tu przypominają mi się słowa wspaniałego brytyjskiego pisarza i filologa Clive’a Staples’a Lewis’a: „Gdzie byłbym teraz, gdyby Bóg spełniał wszystkie moje głupie prośby, z którymi się do Niego zwracałem?”. No właśnie…

Oddajmy więc Panu Bogu wszystkie nasze codzienne zmagania i życiowe troski, nie mówmy, że czegoś się nie da zrobić, że szkoda czasu, że to czy tamto jest bez sensu, że jest niemożliwe. Jeśli ufamy Bogu, wszystko jest możliwe: „Z całego serca Bogu zaufaj, Nie polegaj na swoim rozsądku, Myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna” (Prz 3, 5-6)

Jezus – tym, którzy podążają za Nim – daje jednocześnie spokój ducha i odwagę do działania: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka! (…) To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 14, 27 i 16, 33).

Dzisiejszy mój wpis obfituje w cytaty, dlatego też cytatem chciałbym go zakończyć : ) Będą to piękne słowa świętego Wincentego Pallottiego – niech przyświecają Wam każdego dnia:

„Szukaj Boga, a znajdziesz Go.

Szukaj Go we wszystkim, a znajdziesz Go wszędzie. 

Szukaj Go w każdym czasie, a znajdziesz Go zawsze.”

 

 

2 komentarze

  • Marysia

    Fajnie się mówi, że Bóg istnieje, kiedy wygrało się życie. Ma się swoje szczęście, na przykład w postaci wygranej z rakiem. Ja nie czuję tego, że Bóg istnieje. Nie mówię, że Go nie ma, ale ja w Niego nie wierzę.
    Mam 28 lat i dwa poronienia za sobą. Pragnęłam zostać Matką, niczego więcej nie oczekiwałam. A teraz co mi pozostało? Dlaczego moje dzieci musiały umrzeć? Czy takie właśnie jest Boski Plan? Nie ma usprawiedliwienia na taką sytuację.
    Przez całe życie cierpiałam, nie doświadczyłam Miłości, takiej przez wielkie M, od żadnego z moich rodziców. Mama całe życie mnie krytykowała, nigdy nie wspierała, a gdy w dorosłym życiu doświadczyłam największego, dla mnie, bólu, do dzisiaj udaję, że nigdy do niczego nie doszło. Że nigdy nie byłam w ciąży, nigdy nie poroniłam. I gdzie tu cokolwiek dobrego dla mnie?
    Pragnę wspierać inne kobiety w niepłodności, której i ja doświadczyłam, ale czasami brak mi siły, aby napisać kolejny pozytywny komentarz, dodać otuchy czy zwyczajnie wyrazić wyrazy zrozumienia.
    Dla Boga może i nie ma nic niemożliwego. ale dla mnie ta droga jest zamknięta. Jedyny ślad po Nim mam w tym krótki tekście poniżej.
    Pozdrawiam serdecznie M.

    „Mamo, wstań już i nie płacz”

    Cześć, Mamo. Cieszę się, że cię widzę. Wiem, że mnie nie słyszysz, że nie czujesz mojej obecności, ale ja nadal jestem przy tobie. Siedzisz przy nagrobku, na którym jest napisane jakieś imię. To nie moje, prawda? Nie przejmuj się, Mamo, że ja takiego nie mam. Wiem, że nie miałaś wtedy na to siły, a ja byłem taki malutki. Mocno płakałaś, a ja nie wiedziałem, dlaczego. Nadal jestem z tobą, mimo, iż nie widzisz i nie czujesz mnie w swoim cieplutkim wnętrzu.

    Mamo, tam gdzie jestem, jest dobrze. Mieszkam z innymi dziećmi, takimi jak ja, które musiały przenieść się od razu tutaj. Opiekuje się nami taki Pan, na którego mówią Pan Bóg. Wiem, że czasami krzyczysz na tego Pana, mówiąc, że nie istnieje, skoro mnie tobie zabrał. Wiem, że płaczesz, kiedy Tata już śpi, albo kiedy jesteś w pracy. Starasz się wtedy nie płakać, ale charakter twojej pracy daje ci dużo czasu na myślenie. To dlatego płaczesz, bo o mnie myślisz. Pytasz czasem Tatę, czy wiedziałem, że mnie kochasz. Tak, Mamo, wiedziałem i nadal wiem.

    Powiedz mi, Mamo, jaki jest Tata? Czy równie mocno mnie kocha jak ciebie? Nigdy nie mogłem go poczuć i usłyszeć, bo byłem za mały, ale teraz go widzę. Widzę, jak bardzo się o ciebie troszczy, chociaż czasami się kłócicie.

    Mamo, powiedz mi, jakie imię chciałabyś mi dać? Jestem chłopcem czy dziewczynką? Sam nie potrafię tego odróżnić, a ten Pan mówi, że to nie ma znaczenia, ale ja bym chciał mieć imię, które dla mnie wybrałaś razem z Tatą. Wiem, że zawsze marzyłaś o chłopcu, więc mogę być chłopcem, jesli tylko to sprawi, że nie będziesz tak często płakać.

    Mamo, wstań już i nie płacz. Kiedyś się spotkamy, na pewno. Bardzo cię kocham i będę na ciebie czekał.

    • ANN LIS

      Droga Marysiu, dziękuję Ci za te cenne, piękne i wzruszające słowa. Rozumiem Twój ból i nawet Twój sposób myślenia. Uwierz mi, że niejednokrotnie „kłóciłam się” z Panem Bogiem, kiedy musiałam walczyć. Mówiłam Mu, dlaczego mi to robisz, przecież mam dwoje dzieci, nie chcę ich osierocić. Jak miałabym im powiedzieć, że za chwilę może mnie nie być…

      Rzeczywiście udało mi się z Bożą pomocą pokonać chorobę, ale teraz łatwo jest powiedzieć, że „wygrało się życie”, jakby stało się to ot tak „na pstryknięcie palców”. Wtedy, kiedy przechodziłam dziesiątki badań, biopsji, brałam tą truciznę, jaką jest chemia i po każdej z nich dnie i noce spędzałam nad toaletą i do tej samej toalety wyrzucałam kłęby wypadających włosów, uwierz mi, że też czułam ogromny ból i cierpienie. Nie wiedziałam, jak się to skończy, czy wygram czy nie. Bywało, że też czułam, iż nie ma na to wszystko usprawiedliwienia. Mimo wszystko, mimo tych „kłótni” z Panem Bogiem, mimo chwil załamania i zwątpienia, nie traciłam wiary.

      Czy wyobrażasz sobie świat, w którym wszystko dzieje się zawsze zgodnie z zamysłem człowieka, w którym nie ma chorób, w którym każdy człowiek żyje na przykład 100 lat i wie, że w dniu setnych urodzin umrze, w którym człowiek nie ma problemów, nie ma cierpienia, w którym Bóg spełnia wszystkie jego prośby, w którym człowieka spotykają tylko same przyjemności, w którym sam może wszystko zaplanować i wie, że tak będzie. Niby fajnie, ale jednak po dłuższym przemyśleniu, bez sensu…

      Tak to już jest z nami ludźmi, że chorzy chcą być zdrowi, że kobiety, którym nie udaję się urodzić, chcą rodzić dzieci, że inwalidzi jeżdżący na wózkach oddaliby wszystko, aby z nich wstać. Oczywiście jest to normalne, że chcemy tego, co z naszego ludzkiego punktu widzenia, jest dobre. Bylebyśmy jednak za bardzo nie skupiali się w tym wszystkim na dwóch literach „JA”, mówiąc: „JA chcę, a On mi nie daje, więc nie będę w Niego wierzyć”. Może lepiej byłoby powiedzieć: „ja chcę, ale może On ma na to inny plan albo nie nadszedł na to jeszcze czas; zaufam Mu i pozwolę Jemu działać”.

      Muszę Ci jeszcze o czymś powiedzieć. Po jednej z chemii, miałam zaplanowany wyjazd na 2-dniową pielgrzymkę. Kiedy zapisywałam się na ten wyjazd z pewnym wyprzedzeniem, nie wiedziałam, że termin wypadnie dzień po chemii, czyli z ludzkiego punktu widzenia, wyjazd powinien być nierealny, bo akcja „wymiotowa” zaczynała się już w niespełna godzinę po zakończeniu chemii (ledwo udawało mi się wrócić ze szpitala) i trwała przez kilka dni. Wiesz co, nie odwołałam swojego udziału w pielgrzymce i zaufałam Jemu, mówiąc: jeśli chcesz, żebym pojechała, to dasz mi siłę.

      Niemożliwe. A jednak…

      Chociaż jeszcze dzień przed wyjazdem, nic nie wskazywało na to, że pojadę, czułam się wręcz masakrycznie źle, to… zaczęłam uwielbiać wtedy Pana Boga : ) Ktoś by powiedział wariatka, zobacz co na ciebie zesłał, zobacz jak cierpisz, zobacz na co muszą patrzeć twoje dzieci, a ty Go jeszcze uwielbiasz… No właśnie, użalanie się nad swoim losem do niczego dobrego nas nie zaprowadzi. Obwinianie o wszystko Boga, nie da nam szczęścia. Wiara w Boga nie opiera się tylko na czasie, w którym wszystko jest O.K. Kwintesencją wiary, jest trwanie przy Bogu, nawet wtedy, kiedy człowiekowi nie jest lekko, łatwo i przyjemnie. Trzeba szukać sensu wszystkiego, co nas spotyka i nieustannie z Nim rozmawiać oraz pozwalać Mu działać. Pojechałam na pielgrzymkę, bo na drugi dzień – jak nigdy – czułam się zupełnie normalnie. Dlatego twierdzę, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

      Kochana Marysiu, aby realizować swoje macierzyńskie potrzeby, nie trzeba rodzić dzieci, co więcej, aby być mamą, nie trzeba rodzić dzieci… Być może Pan Bóg, wybrał dla Ciebie inną drogę. A może po prostu czeka na Twoje zaufanie, aby dać Ci upragnione, własne, rodzone dziecko. Proszę Cię porozmawiaj z Nim, poproś Go o znaki Twojego powołania. Wiem, że czasami rozmowa z Bogiem, może nie być łatwa. Na pewno trzeba BARDZO CHCIEĆ Go usłyszeć albo zobaczyć Jego znaki w swoim życiu. Ja stworzyłam tego bloga właśnie w efekcie rozmowy z Panem Bogiem. Powiedziałam Mu, że nie chcę tylko sama pomagać innym, ale działać z pomocą na większą skalę. Powiedziałam Mu, że chcę przybliżyć Jego Osobę innym ludziom. Powiedziałam Mu, że przecież zna moją modową pasję i też w końcu chciałabym coś z tym zrobić. Sama bym tego lepiej nie wymyśliła, możesz mi wierzyć lub nie, ale to On zesłał mi ten pomysł. Dlatego nigdy nie rezygnuj z rozmowy z Bogiem. Chociaż spróbuj, to nic nie kosztuje : )

      Pozdrawiam Cię najmocniej i najserdeczniej, jak się da i przytulam bardzo mocno : *

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

11 − 5 =